Rok Beksińskiego

30 września na ekrany kin wchodzi jeden z najbardziej wyczekiwanych polskich filmów tego roku, przedstawiający losy rodziny Beksińskich. „Ostatnia Rodzina”, dzieło Jana P. Matuszyńskiego, porusza wiele obrazów z życia jednego z najwybitniejszych polskich artystów – Zdzisława Beksińskiego.  Zaczynając od trudnych relacji z synem, a kończąc na pięknej, bezgranicznej miłości do swojej żony Zofii.

2016 można uznać rokiem Beksińskiego, ponieważ kilka miesięcy temu ukazała się również książka „Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia” zawierająca wywiad najbliższym przyjacielem artysty – dyrektorem Muzeum Historycznego w Sanoku Wiesławem Banachem oraz obszerny zbiór dzienników prowadzonych do samej śmierci przez Zdzisława Beksińskiego.

Poniżej są zaprezentowane fragmenty rozmowy z autorem książki, Jarosławem Mikołajem Skoczeniem, przeplecione urywkami z dzienników Zdzisława Beksińskiego.

Beksinski_Sanok_portrety_zart_2

O Beksińskim w artystycznym światku mówiło się różnie. Szeptano, że choruje na schizofrenię, że to choroba ma wpływ na jego twórczość. Sytuacja nabrała jeszcze większego dramatyzmu po samobójstwie jego syna. A jaki był naprawdę? Był pesymistą?

Jarosław Mikołaj Skoczeń: W sztuce niewątpliwie znajdował ujście dla wszystkich negatywnych emocji i myśli, które w sobie nosił. To pozwalało mu na co dzień być pogodnym, wesołym, pełnym poczucia humoru człowiekiem. Miał swoje lepsze i gorsze dni, jak każdy, ale w żadnym razie nie był chory psychicznie, nie wiem skąd takie przypuszczenia.  Wiele w życiu przeszedł – śmierć ukochanej żony, niedługo później samobójstwo syna, miał prawo być smutnym i zgorzkniałym człowiekiem, ale nie był. Był otwarty na ludzi, których znał i cenił, skory do pomocy. Na obcych, którym nie ufał, był zamknięty – bał się ich żądań, dziwnych próśb, pytań o życie prywatne.

Wybrany fragment z dzienników Zdzisława Beksińskiego:

28.04.1998 r.

Przyszedł z Kanady list od entuzjastki. Jeśli nie mogę jej sprzedać obrazu, to może podaruję jej swój pędzel. Kocha mnie i odciska szminką pocałunek na liście. Jezus Maria. Najgorzej z entuzjastami i egzaltowanymi paniami! Czy ona świadomie prosi o pędzel jako symbol falliczny, czy tylko tak jej się nieświadomie napisało. Jedyne wyjście to wysłać jej dwa pędzle, ale ponieważ podobno bywa czasami w Polsce to zaczynam się jej bać, tak jak przed laty bałem się „geniusza wcielonego”.

 

A jak podchodził do życia? Wydaje się, że był bardzo zdystansowany, choćby dlatego, że rzadko gdzieś bywał, nawet na własnych wernisażach o czym wspomina w dziennikach.

Jarosław Mikołaj Skoczeń: Był wesołym, pogodnym człowiekiem, skupionym na swojej pracy i rodzinie, póki żyli jego bliscy. Potem był skupiony na pracy, a jego rozrywkę stanowiło kupowanie coraz to nowych gadżetów elektronicznych – aparatów, kamer, skanerów, komputerów, programów graficznych. Co do imprez oficjalnych to z jednej strony uważał je za stratę czasu, z drugiej były dla niego ogromnym stresem ze względów zdrowotnych. Dosyć obszernie zresztą komentuje to w dziennikach. Jeżeli chodzi o dystans do ludzi to tak, na początku znajomości niewątpliwie. Kiedy się do kogoś przekonał był znakomitym rozmówcą. Wyrażał się bardzo swobodnie i jednocześnie konkretnie na różne tematy – polityka, sytuacja gospodarcza w kraju, wydarzenia na świecie komentował z duża znajomością tematu. Nawet jeżeli mówił, że nie interesuje go dana sprawa, zawsze wiedział na jej temat bardzo dużo. Był niesamowitym perfekcjonistą we wszystkim, co robił.

Wybrany fragment z dzienników Zdzisława Beksińskiego:

12.08.1995 r.

Pamiętam, że ten wujek był kompletnie ślepy i chciał kupić płytę pilśniową z odrzuconym i podrapanym, nie skończonym obrazem, której używałem jako osłony od przeciągu przy wezgłowiu tapczanu! Szkoda, że mu jej nie sprzedałem! Jemu zależało wyłącznie na moim podpisie.

Beksinski_Warszawa_pracownia

Czy nie boi się Pan tego, że Pana książka zburzy ,,pomnik” Zdzisława Beksińskiego?

Jarosław Mikołaj Skoczeń: Nie mam takich obaw, ponieważ książka pokazuje prawdziwego Beksińskiego, taki jakim był naprawdę. Jest to prawda, która nie burzy wizerunku wielkiego artysty, może jedynie odkłamać pewne utarte poglądy, np. pokazuje go jako ciepłego i rodzinnego człowieka w kontrze do panującego przekonania, że był oschły i zimny w stosunkach rodzinnych. Jego małżeństwo z Zofią Beksińską można wskazywać jako przykład idealnego związku, w którym nieprzerwanie panowała prawdziwa miłość dwojga ludzi.

Wybrany fragment z dzienników Zdzisława Beksińskiego:

4.01.1999 r.

To głupie, ale stale mam takie wrażenie, że się jeszcze zobaczymy i porozmawiamy. Zbyt długo byliśmy razem. Jest nie dającą się usunąć częścią mnie samego. A może w ogóle nie ma świata, nie ma ludzi, nie ma nic innego, a jest tylko moja świadomość, a w niej moje wspomnienia?

Na jesieni ma powstać film o Zdzisławie Beksińskim, a od kilku miesięcy w największych polskich księgarniach gości Pańska książka. Dlaczego oczy wszystkich nagle skupiły się na życiu tego artysty?

Jarosław Mikołaj Skoczeń: Myślę, że dużo robi legenda, która narosła wokół rodziny Beksińskich. Śmierć Tomka Beksińskiego – bardzo tragiczna, a potem samego mistrza, który został zamordowany. Myślę, że jednak przede wszystkim zainteresowanie Beksińskim wynika z faktu, że pozostawił po sobie niesamowite prace, które rozpalają wyobraźnię odbiorców jego sztuki.

Wybrany fragment z dzienników Zdzisława Beksińskiego:

31.12.1999 r.

Jeśli można dokonać na koniec roku i na koniec wieku podsumowania, to chyba dobrze się stało, że umieramy w mojej rodzinie w tej kolejności. Gdybym odszedł pierwszy, a teraz umarł Tomek, to dla Zosi byłoby to nieporównywalnie cięższe przeżycie niż dla mnie. Nie można sobie nawet wyobrazić jej cierpienia i zagubienia. Gdybyśmy umarli oboje w dowolnej kolejności, to Tomek sam, chyba nie dałby sobie rady ze swym życiem i światem realnym. Tak jak się stało, stało się najsprawiedliwiej i nie można uważać, że Bóg się na nas uwziął. Ja mam najgrubszą skórę i ja zostałem na deser. Boję się cholernie przyszłości, ale wiem, że ją udźwignę. Oczywiście mogliśmy wszyscy żyć jak szczęśliwa rodzina z filmu, a Tomek mógł nie mieć problemów, ale czy nasze problemy, mimo ich ciężaru, były aż tak nie do zniesienia w porównaniu z problemami innych ludzi, o których się czyta?

Beksinski_z_Tomkiem_59r

Be the first to comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Google Plus